45°

wstać nie leżeć
kontrolować nie szaleć
co jednak gdy pion wydaje się szaleństwem a poziom nicością?
skosy są bardzo męczące, chciałbym ni leżeć ni stać ciągle
a tak od stanu do stanu, staram się machać swoją duszą by jak najwięcej była pośrodku. między zerem snu a powstaniem
za wolność swoją.
bo wolność jest męcząca, wysokoenergetyczna. człowiek wyewoluował by stać i mieć wolne ręce
ale jakim kosztem
już Bursa o tym pisał w nauce chodzenia
głupim ja, bo nie czołgać i nie stać wyprostowanym jednocześnie jest właściwie niewykonalnym…
pozostaje się bujać
w kontrolowanym szaleństwie

ps. czy null w duszy to dobra czy zła dusza?

in nomine

najpierw to się działo, nie rozumiałem tego w sumie jak nadal nie rozumiem. kluczem do oswojenia danej rzeczy jest jej nazwanie, jej nominacja na to coś. więc nazwałem to coś przełomem sierpniowym ale to było w sierpniu a teraz jest listopad i przełom jest już nazwa zdezaktualizowaną
to była wolta, na chwilę świat zawirował i wrócił na stare tory.
świat… jaki świat to tylko moja głowa.
głowa, jaka głowa, to tylko chemia.
i jak tu ufać swoim emocjom, odczuciom? jakby zostały oderwane od duszy, jakbym czuł, że jest coś więcej a jednocześnie wiedział, że jest tak niewiele…
zrobiło się (znów) trochę zimniej w głowie, zrozumiałem trochę siebie nie rozumiejąc tego co się ze mną dzieje. bo wiedzieć a rozumieć to nie to samo. sumując wszystkie elementy układu zwanego człowiekiem nie wyjdziecie na sumę jaką on sobą reprezentuje…

nie zdążyłem przed rokiem

w końcu w tym wieku lata mijają jak miesiące to można i raz na rok pisać…
musiałbym teraz zebrać wspomnienia z roku (faktycznie tutaj na tym blogu to nie chodzi o przeżycia zewnętrzne ale te wewnętrzne) i coś złożyć z tych warstw mułu nagromadzonego przez te miesiące.
kiedyś to by się powiedziało, archeologia, wspominki, nostalgiczna pamieć…
teraz to rycie w śmieciach, brodzenie w owym mule. a że nie lubimy się już brudzić, to żyjemy tym co teraz nie bacząc na przeszłość. lepiej się nie oglądać bo można gębą w tym łajnie wylądować i nikt nie będzie chciał reanimować robiąc usta usta z takimi obsmarowanymi wargami.
więc cichutko na paluszkach idziemy do przodu by nie budzić losu, by nie podnosić mułu z dna.

od-byt

być koło siebie, nieznacznie, naznaczonym niezręcznie
uciekać od siebie, gdzieniegdzie, niejako odmiennie
ignorować siebie, całocielnie, wręcz odstręczająco
nie myśleć, nie analizować, nie roztrwaniać uwagi (bo jej i tak nie ma)
przeczekać

i tak od 3 miesięcy

co byś zrobił jakby to był twój ostatni wieczór w życiu?

nic, oglądnąłbym kilka głupich obrazków i filmików, pogadał ciężko z kimś bo ja tylko tak gadam. powzdychał. wyprowadził zwierza na spacer. położył się w łóżku zastanawiając się tylko jak będzie wyglądał czas bez jutra i ani żalu ani złości. co ma być to będzie, co było to było.

sztukowanie moralności

Moralność to taka ściereczka czyszcząca naszą wyobraźnię z niebezpiecznych pomysłów, z brudu i syfu który lęgnie się pod kopułą niespełnienia. Ściereczka to mała więc wspomagamy się się tym co nam w ręce wpadnie. Skrobakiem odpowiedzialności, który już niejeden życiorys pięknymi zgłoskami wyskrobał, trochę dzieci też wyskrobał. Mamy gąbkę zdrowego rozsądku, jak na gąbkę przystało – rozsądek dużo pierdół chłonie, tylko też potrafi jak on sam – rozmazywać znaczenia rzeczy.
Moralność jest malutka, nie pasuje do wspaniałych ogrodów potencjalizmu i cobytuzrobizmu, do chęci posiadania ciastka i zjedzenia ciastka. Więc staram się ściereczkę powiększyć, dosztukować reguły, obostrzenia, utrudnienia.
to nic, że po środku jest wielka dziura

ofiary

Ofiarujemy się codziennie. Ofiarujemy swoje marzenia, swoje życie, siebie.
Ofiarowanie jest z nadzieją na barter ale nie wymaga czegoś w zamian, to nie jest handel, to nie jest altruizm. Wyrzekamy się siebie dla dobra innych by to dobro razem dzielić więc licząc na ofiarę za ofiarę.
Gorzej gdy ktoś oczekuje ofiary całopalnej.